niedziela, 6 maja 2012

Przeprosiny - Nadzieja -jak??

Pewne rzeczy w życiu wracają do nas i nadzieja czasem się na nowo budzi, to jest jak deszcz w okresie letnim, kiedy zaczyna padać nie którym nie pozwala na działanie, ale pobudza myślenie i planowanie, chyba ta nadzieja czasem też potrafi się pokazać jak ten deszcz i jego skutki, a przecież czasem jest on dla nie których powodem do strachu, powodzi, porażki a dla innych, tak zwanym, "zbawieniem" częścią szczęście, dające życie i nowe chęci.
 Nie wiem jak to nazwać inaczej, dlaczego i w jaki sposób człowiek potrafi w sobie obudzić na nowo te różne myśli a szczególnie wtedy kiedy zaczyna się niby wszystko układać, a tu nagle przychodzi smutek, z uśmiechem na twarzy, z myślą na nowe możliwości, "odnawiania starych zaległości".
 Serce potrafi robić psikusy i to chyba każdy znas wie , że nigdy nie wiemy co będzie, i jak zakończymy nasze, plany i możliwości.
 Czasem też myślę że szukając szczęście przegrywamy tą "walkę" o uśmiech bo budujemy fikcyjny świat wokół siebie, byle zdobyć cel (szczęście), próbujemy wyciągnąć rękę po pomoc, po szczęście, ale również staramy się, żeby ta ręka była jak najszybciej odebrana lub pociągnięta w stronę którą chcemy. A tak naprawdę to każdy z nas powinien starać sobie pomóc, zobaczyć siebie spojrzeć głęboko, i powiedzieć to właśnie jest dla mnie, ale nie mogę nachalnością i pokazywaniem bólu starać sie otrzymać to co nas uszczęśliwi.
 Czasem również za nasze błędy możemy przepraszać, a i nawet powinniśmy, lecz nigdy nie potrafimy się postawić w sytuacji odbiorcy tych że przeprosin, przecież i odbiorca musi to również jakoś odebrać, to nie są tylko przeprosiny, to jest przyznanie sie do błędu, i odejście z porażką że nie podołaliśmy, naszym wyzwaniom życiowym. A to dla drugiej osoby nie jest czymś miłym, jest to raczej czymś co obraziło, lub zmęczyło, coś co wzgardziło, osobą które przepraszamy, przeprosiny muszą być odczuwalne pokazujące, nasze przyznanie sie do porażki ale i dające odczuć że nie możemy psuć reszty życia drugiej osoby że usuniemy się, chociaż będzie to mocno nas kosztować naszym uśmiechem na twarzy i w sercu, to jest ten realistyczny stosunek do przeprosin, a nie wirtualny znak który powie przepraszam, ale nie potrafię inaczej, raczej to musi być przepraszam przestanę, zniknę ale i poprawię to co widzę że było złe. Korzystajmy z błędów jakie popełniamy, i uczmy sie na nich anie próbujmy ich powtarzać, co nie jest wcale takie łatwe, często się zdarza że po prostu myślimy że zmieniliśmy podejście stosunek lub jakikolwiek ruch wobec tego co robiliśmy źle, ale prawdziwą realistyczną stroną tego jest że stłumiliśmy myśl o tym ze poprawiamy to, i w ten sposób tworzymy wirtualny świat w którym próbujemy sprawić uśmiech w około nas i w sobie.

 Rękę możemy wystawić dopiero wtedy kiedy wiemy że to jest ten moment kiedy ustawimy naszą lekcję w stronę poprawy, że potrafimy już nie robić tego co robiliśmy i nie jest to przymusowe ale, nauką wielu doświadczeń i błędów poprawione w nas i stało sie częścią naszych nawyków dobrego życia.
 Błagając, prosząc, i mówiąc że będzie inaczej nie wskóramy za wiele, tylko pogorszymy naszą arogancją i bólem utraty czegoś, co nie chcieliśmy, lub nie mieliśmy nawet wyobrażenia tego że może się coś zmienić, i zniknie droga na zawsze, z możliwością podejścia z nową drogą. do tego samego punktu, nie stety człowiek jest osobą mylną, i nie potrafiącą do końca panować nad swoimi uczuciami, ale nie zostaliśmy stworzeni do ciągłych porażek, dlatego też, dobrze chyba że myśli i nadzieje wracają, po ostudzeniu naszych złych zapałów.
 Stawia nas to w całkiem innym świetle, podchodzimy wtedy do tematu z ogromną delikatnością i wyczuciem czasu skłonnym, dać ruch i czekać więcej niż kiedyś mogliśmy przypuszczać, to jest właśnie to co powinno nastąpić zaraz przy błędzie, lecz nie da się opanować złości na siebie w takich momentach.
 Stąd chyba ten w pis o tym wsyzstkim ponieważ i ja dostałem znowu "znak" w sobie że mogę ale nie muszę, że próba nie zabije ale wskaże, że unormuje moją drogę i jeden ze znaków zniknie z drogi i stanie sie mniej skomplikowana, a może dojdzie następny znak zapytania, ale od czego jesteśmy jak nie od próbowania i nauki własnych zachowań.
 Walka o serce, jest najstarszą i najokrutniejszą ze wszystkich bitew, lecz dająca najwięcej radości w okresie sukcesu, pozwalająca na wzbudzenie w sobie serca i czegoś co nigdy nikt nas nie przebije, czyli poświęcenia jakie dajemy w to co uważamy za nasze szczęście.
 Dlatego też chyba chce spróbować, zrezygnować znowu z wielu rzeczy dla jednej, którą poświęciłem sobie i w sobie na wiele wyrzeczeń, z bólem i z radością przyjmę nową postawę i postaram się wyjść z uśmiechem
 Pozdrawiam,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz