Z czasem, myślę że człowiek dostaje po "głowie" i nachodzą go różne kryzysowe myśli, chyba wtedy, w te dni człowiek najlepiej, jeśli położy się, lub znajdzie całkiem inne zajęcie i odejdzie od, kompromitacji życiowej, w której może popełnić wiele rzeczy których nie chciał by popełnić w ciągu racjonalnego podejścia do życia.
Tak to już jest kiedy coś nas ugryzie i szybko z tego nie wyjdziemy miewamy problemy z odejściem, z podniesioną głową do góry, ale czego życie nie potrafi nauczyć właśnie to układa nas najmocniej, kiedy tylko coś się zmienia na horyzoncie, od razu potrafimy dostrzec coś nowego pięknego, i otwierają się myśli prób osiągnięcia choć 1% tego co chcielibyśmy przeżyć zobaczyć i tym podobne.
Kiedyś zetknąłem się ze zdaniem cytuję "różnica między możliwym a nie możliwym polega jedynie na stopniu determinacji"coś w tym jest tylko trzeba zabrać myślę na to poprawkę to nie możliwe nie może określać naszej porażki lub ciągu życia w którym nie udało nam się czegoś osiągnąć tylko coś co chcemy osiągnąć a uważamy ze nie jest dla nas.
Ostatnio przyjąłem nową pracę jestem dość nadal zadowolony z niej, a tym bardziej że otworzyłem mocniej oczy na swiat i zacząłem zauważać coś co nie było zauważalne poprzednimi czasy dla mnie tak też poznałem nową koleżankę w sumie, nawet nie wiem czy koleżankę, słabo z czasem żeby porozmawiać lub coś, i też ten problem rozsyła różne przynajmniej we mnie negatywne myśli, układa mi to moment w głowie że może to brak zainteresowania z jej strony, a może ja za mało robię żeby zainteresować, albo może jeszcze coś innego, tego nie wiem, i nie dowiem się do póki nie będzie konkretniejszego kontaktu w którym więcej sobie wyjaśnimy, porozmawiamy, i poznamy.
I na to też liczę że chociażby w ten przyszły weekend, będę miał okazję zobaczyć się z nią, porozmawiać zapoznać. Lubię prowadzić rozmowy, poznawać, ale muszę dodać ze i też nawet wizualnie spodobała mi się :) lecz co tu dużo ukrywać jedna osoba to za mało odwzajemnienie, na nie trzeba za służyć, i też wpaść w oko więc nic tylko czytać i rozmawiać :) pozostało....
Pozdrawiam..
Prześledź moje odczucia z życia i przeczytaj również, analizę i znaczenie słów z którymi się spotkam i zaciekawią. Słowa wybieram losowo według moich odczuć i różnych wizji. Czasem przywiązuję znaczenie im do codziennego życia.
czwartek, 17 maja 2012
niedziela, 6 maja 2012
Przeprosiny - Nadzieja -jak??
Pewne rzeczy w życiu wracają do nas i nadzieja czasem się na nowo budzi, to jest jak deszcz w okresie letnim, kiedy zaczyna padać nie którym nie pozwala na działanie, ale pobudza myślenie i planowanie, chyba ta nadzieja czasem też potrafi się pokazać jak ten deszcz i jego skutki, a przecież czasem jest on dla nie których powodem do strachu, powodzi, porażki a dla innych, tak zwanym, "zbawieniem" częścią szczęście, dające życie i nowe chęci.
Nie wiem jak to nazwać inaczej, dlaczego i w jaki sposób człowiek potrafi w sobie obudzić na nowo te różne myśli a szczególnie wtedy kiedy zaczyna się niby wszystko układać, a tu nagle przychodzi smutek, z uśmiechem na twarzy, z myślą na nowe możliwości, "odnawiania starych zaległości".
Serce potrafi robić psikusy i to chyba każdy znas wie , że nigdy nie wiemy co będzie, i jak zakończymy nasze, plany i możliwości.
Czasem też myślę że szukając szczęście przegrywamy tą "walkę" o uśmiech bo budujemy fikcyjny świat wokół siebie, byle zdobyć cel (szczęście), próbujemy wyciągnąć rękę po pomoc, po szczęście, ale również staramy się, żeby ta ręka była jak najszybciej odebrana lub pociągnięta w stronę którą chcemy. A tak naprawdę to każdy z nas powinien starać sobie pomóc, zobaczyć siebie spojrzeć głęboko, i powiedzieć to właśnie jest dla mnie, ale nie mogę nachalnością i pokazywaniem bólu starać sie otrzymać to co nas uszczęśliwi.
Czasem również za nasze błędy możemy przepraszać, a i nawet powinniśmy, lecz nigdy nie potrafimy się postawić w sytuacji odbiorcy tych że przeprosin, przecież i odbiorca musi to również jakoś odebrać, to nie są tylko przeprosiny, to jest przyznanie sie do błędu, i odejście z porażką że nie podołaliśmy, naszym wyzwaniom życiowym. A to dla drugiej osoby nie jest czymś miłym, jest to raczej czymś co obraziło, lub zmęczyło, coś co wzgardziło, osobą które przepraszamy, przeprosiny muszą być odczuwalne pokazujące, nasze przyznanie sie do porażki ale i dające odczuć że nie możemy psuć reszty życia drugiej osoby że usuniemy się, chociaż będzie to mocno nas kosztować naszym uśmiechem na twarzy i w sercu, to jest ten realistyczny stosunek do przeprosin, a nie wirtualny znak który powie przepraszam, ale nie potrafię inaczej, raczej to musi być przepraszam przestanę, zniknę ale i poprawię to co widzę że było złe. Korzystajmy z błędów jakie popełniamy, i uczmy sie na nich anie próbujmy ich powtarzać, co nie jest wcale takie łatwe, często się zdarza że po prostu myślimy że zmieniliśmy podejście stosunek lub jakikolwiek ruch wobec tego co robiliśmy źle, ale prawdziwą realistyczną stroną tego jest że stłumiliśmy myśl o tym ze poprawiamy to, i w ten sposób tworzymy wirtualny świat w którym próbujemy sprawić uśmiech w około nas i w sobie.
Rękę możemy wystawić dopiero wtedy kiedy wiemy że to jest ten moment kiedy ustawimy naszą lekcję w stronę poprawy, że potrafimy już nie robić tego co robiliśmy i nie jest to przymusowe ale, nauką wielu doświadczeń i błędów poprawione w nas i stało sie częścią naszych nawyków dobrego życia.
Błagając, prosząc, i mówiąc że będzie inaczej nie wskóramy za wiele, tylko pogorszymy naszą arogancją i bólem utraty czegoś, co nie chcieliśmy, lub nie mieliśmy nawet wyobrażenia tego że może się coś zmienić, i zniknie droga na zawsze, z możliwością podejścia z nową drogą. do tego samego punktu, nie stety człowiek jest osobą mylną, i nie potrafiącą do końca panować nad swoimi uczuciami, ale nie zostaliśmy stworzeni do ciągłych porażek, dlatego też, dobrze chyba że myśli i nadzieje wracają, po ostudzeniu naszych złych zapałów.
Stawia nas to w całkiem innym świetle, podchodzimy wtedy do tematu z ogromną delikatnością i wyczuciem czasu skłonnym, dać ruch i czekać więcej niż kiedyś mogliśmy przypuszczać, to jest właśnie to co powinno nastąpić zaraz przy błędzie, lecz nie da się opanować złości na siebie w takich momentach.
Stąd chyba ten w pis o tym wsyzstkim ponieważ i ja dostałem znowu "znak" w sobie że mogę ale nie muszę, że próba nie zabije ale wskaże, że unormuje moją drogę i jeden ze znaków zniknie z drogi i stanie sie mniej skomplikowana, a może dojdzie następny znak zapytania, ale od czego jesteśmy jak nie od próbowania i nauki własnych zachowań.
Walka o serce, jest najstarszą i najokrutniejszą ze wszystkich bitew, lecz dająca najwięcej radości w okresie sukcesu, pozwalająca na wzbudzenie w sobie serca i czegoś co nigdy nikt nas nie przebije, czyli poświęcenia jakie dajemy w to co uważamy za nasze szczęście.
Dlatego też chyba chce spróbować, zrezygnować znowu z wielu rzeczy dla jednej, którą poświęciłem sobie i w sobie na wiele wyrzeczeń, z bólem i z radością przyjmę nową postawę i postaram się wyjść z uśmiechem
Pozdrawiam,
Nie wiem jak to nazwać inaczej, dlaczego i w jaki sposób człowiek potrafi w sobie obudzić na nowo te różne myśli a szczególnie wtedy kiedy zaczyna się niby wszystko układać, a tu nagle przychodzi smutek, z uśmiechem na twarzy, z myślą na nowe możliwości, "odnawiania starych zaległości".
Serce potrafi robić psikusy i to chyba każdy znas wie , że nigdy nie wiemy co będzie, i jak zakończymy nasze, plany i możliwości.
Czasem też myślę że szukając szczęście przegrywamy tą "walkę" o uśmiech bo budujemy fikcyjny świat wokół siebie, byle zdobyć cel (szczęście), próbujemy wyciągnąć rękę po pomoc, po szczęście, ale również staramy się, żeby ta ręka była jak najszybciej odebrana lub pociągnięta w stronę którą chcemy. A tak naprawdę to każdy z nas powinien starać sobie pomóc, zobaczyć siebie spojrzeć głęboko, i powiedzieć to właśnie jest dla mnie, ale nie mogę nachalnością i pokazywaniem bólu starać sie otrzymać to co nas uszczęśliwi.
Czasem również za nasze błędy możemy przepraszać, a i nawet powinniśmy, lecz nigdy nie potrafimy się postawić w sytuacji odbiorcy tych że przeprosin, przecież i odbiorca musi to również jakoś odebrać, to nie są tylko przeprosiny, to jest przyznanie sie do błędu, i odejście z porażką że nie podołaliśmy, naszym wyzwaniom życiowym. A to dla drugiej osoby nie jest czymś miłym, jest to raczej czymś co obraziło, lub zmęczyło, coś co wzgardziło, osobą które przepraszamy, przeprosiny muszą być odczuwalne pokazujące, nasze przyznanie sie do porażki ale i dające odczuć że nie możemy psuć reszty życia drugiej osoby że usuniemy się, chociaż będzie to mocno nas kosztować naszym uśmiechem na twarzy i w sercu, to jest ten realistyczny stosunek do przeprosin, a nie wirtualny znak który powie przepraszam, ale nie potrafię inaczej, raczej to musi być przepraszam przestanę, zniknę ale i poprawię to co widzę że było złe. Korzystajmy z błędów jakie popełniamy, i uczmy sie na nich anie próbujmy ich powtarzać, co nie jest wcale takie łatwe, często się zdarza że po prostu myślimy że zmieniliśmy podejście stosunek lub jakikolwiek ruch wobec tego co robiliśmy źle, ale prawdziwą realistyczną stroną tego jest że stłumiliśmy myśl o tym ze poprawiamy to, i w ten sposób tworzymy wirtualny świat w którym próbujemy sprawić uśmiech w około nas i w sobie.
Rękę możemy wystawić dopiero wtedy kiedy wiemy że to jest ten moment kiedy ustawimy naszą lekcję w stronę poprawy, że potrafimy już nie robić tego co robiliśmy i nie jest to przymusowe ale, nauką wielu doświadczeń i błędów poprawione w nas i stało sie częścią naszych nawyków dobrego życia.
Błagając, prosząc, i mówiąc że będzie inaczej nie wskóramy za wiele, tylko pogorszymy naszą arogancją i bólem utraty czegoś, co nie chcieliśmy, lub nie mieliśmy nawet wyobrażenia tego że może się coś zmienić, i zniknie droga na zawsze, z możliwością podejścia z nową drogą. do tego samego punktu, nie stety człowiek jest osobą mylną, i nie potrafiącą do końca panować nad swoimi uczuciami, ale nie zostaliśmy stworzeni do ciągłych porażek, dlatego też, dobrze chyba że myśli i nadzieje wracają, po ostudzeniu naszych złych zapałów.
Stawia nas to w całkiem innym świetle, podchodzimy wtedy do tematu z ogromną delikatnością i wyczuciem czasu skłonnym, dać ruch i czekać więcej niż kiedyś mogliśmy przypuszczać, to jest właśnie to co powinno nastąpić zaraz przy błędzie, lecz nie da się opanować złości na siebie w takich momentach.
Stąd chyba ten w pis o tym wsyzstkim ponieważ i ja dostałem znowu "znak" w sobie że mogę ale nie muszę, że próba nie zabije ale wskaże, że unormuje moją drogę i jeden ze znaków zniknie z drogi i stanie sie mniej skomplikowana, a może dojdzie następny znak zapytania, ale od czego jesteśmy jak nie od próbowania i nauki własnych zachowań.
Walka o serce, jest najstarszą i najokrutniejszą ze wszystkich bitew, lecz dająca najwięcej radości w okresie sukcesu, pozwalająca na wzbudzenie w sobie serca i czegoś co nigdy nikt nas nie przebije, czyli poświęcenia jakie dajemy w to co uważamy za nasze szczęście.
Dlatego też chyba chce spróbować, zrezygnować znowu z wielu rzeczy dla jednej, którą poświęciłem sobie i w sobie na wiele wyrzeczeń, z bólem i z radością przyjmę nową postawę i postaram się wyjść z uśmiechem
Pozdrawiam,
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Pierwszy dzień
Dziś już nie długo znowu do pracy, ale jeśli chodzi o odczucie tej przeprowadzki, Fajnie.
Przyjęty Ciepło z entuzjazmem, czyli bez problemowo, pracowało się spokojnie i przyjemnie, ludzie, tacy z jakimi juz pracowałem, więc żadnych problemów z za klimatyzowaniem się, Nawet poczułem taki wewnętrzny spokój i opanowanie, poczułem się znowu tym kim kiedyś byłem, nie wiem dlaczego czy ta praca lub ludzie tak oddziałują czy to po prostu moje nastawienie, lecz widzę że będzie to prostsze, stać się kimś kim się kiedyś było, osobą która była prosta zarazem skomplikowana, mówiąca, żywa, pełna zapału, uśmiechu i chęci pracy nad kształtowaniem życia, i wszystkich rzeczy działających w około.
Teraz kwestia tego czy podołam za planami i czy kiedyś odważę się na na bardziej otwarte ruchy - myśli i słowa....
Dzisiaj tak krótko, ale konkretnie..
Następny wpis chciał bym poświęcić Trochę czasu na zdanie "równanie"
( jeden plus jeden równa się jeden ) Usłyszałem to w jakimś filmie lecz kiedy to usłyszałem sam zrozumiałem o Co chodzi dlaczego tak a nie inaczej choć można by rozwinąć słowo znacznie szerzej, przynajmniej tak mi się wydaję i Tego też spróbuję dokonać, z uwagi też na to że słowa które były wypowiedziane były też argumentowane że w szkole nas okłamują kiedy jesteśmy młodzi a kiedy dorastamy zaczynamy rozumieć niby że to kłamstwo że jeden plus jeden równa się dwa będąc starszym wynik przypada na "jeden:"
Może już teraz ktoś z chęcią coś o tym by napisał
Zapraszam .
Pozdrawiam.
Przyjęty Ciepło z entuzjazmem, czyli bez problemowo, pracowało się spokojnie i przyjemnie, ludzie, tacy z jakimi juz pracowałem, więc żadnych problemów z za klimatyzowaniem się, Nawet poczułem taki wewnętrzny spokój i opanowanie, poczułem się znowu tym kim kiedyś byłem, nie wiem dlaczego czy ta praca lub ludzie tak oddziałują czy to po prostu moje nastawienie, lecz widzę że będzie to prostsze, stać się kimś kim się kiedyś było, osobą która była prosta zarazem skomplikowana, mówiąca, żywa, pełna zapału, uśmiechu i chęci pracy nad kształtowaniem życia, i wszystkich rzeczy działających w około.
Teraz kwestia tego czy podołam za planami i czy kiedyś odważę się na na bardziej otwarte ruchy - myśli i słowa....
Dzisiaj tak krótko, ale konkretnie..
Następny wpis chciał bym poświęcić Trochę czasu na zdanie "równanie"
( jeden plus jeden równa się jeden ) Usłyszałem to w jakimś filmie lecz kiedy to usłyszałem sam zrozumiałem o Co chodzi dlaczego tak a nie inaczej choć można by rozwinąć słowo znacznie szerzej, przynajmniej tak mi się wydaję i Tego też spróbuję dokonać, z uwagi też na to że słowa które były wypowiedziane były też argumentowane że w szkole nas okłamują kiedy jesteśmy młodzi a kiedy dorastamy zaczynamy rozumieć niby że to kłamstwo że jeden plus jeden równa się dwa będąc starszym wynik przypada na "jeden:"
Może już teraz ktoś z chęcią coś o tym by napisał
Zapraszam .
Pozdrawiam.
niedziela, 22 kwietnia 2012
"Przeprowadzka"
Przeprowadzka ale raczej koncepcyjna niż, materialna.
Jako że nie dawno rozpocząłem pracę, i już po krótkim czasie zmieniłem ją znowu na nową, oczywiście ze względów, dużo bardziej korzystniejszej umowy, jestem dość w trochę zakłopotanej sytuacji psychicznej.
Przynajmniej byłem, gdyż nie jest to dość miła sytuacja, kiedy trzeba powiedzieć obecnemu szefowi że niestety ale zmieniam pracę i muszę się zwolnić, ponieważ dostałem korzystniejszą umowę, chociażby dla tego że pracę miałem zaklepaną o dużo miesięcy prędzej i wyczekiwał mnie, lecz niestety. Siła umowy godzin pracy warunków jakie, gwarantuje, i oczywiście pieniędzy, musiałem zadecydować, tak jak rozum podpowiada.
Dziś już zaczynam nową pracę, nową nie wiem czy to mogę nawet tak nazwać gdyż już pracowałem tam, lecz umowa nigdy nie była tak atrakcyjna jak teraz.
Atrakcyjność umowy wzięła się z tegoż powodu, ponieważ nie ja prosiłem o tą pracę lecz praca a dosłownie były szef, zadzwonił do mnie i prosił o pomoc żebym, przyszedł do niego pracować.
Wiadomym więc że kolejność ustawiania umowy należała do mnie mogłem próbować ustawić ją i dopasowywać do możliwości jakie jest skłonny podpisać ze mną umowę, też i tym sposobem, wyciągnąłem zadowalającą mnie sytuację, a przynajmniej kompromisową.
Dlatego też jak pisałem już ostatnio o planach marzeniach, i tym podobnych rzeczach, jakoś łatwiej mi było napisać niż to wprowadzić.
Teraz mam okazję więc zaczynam zmienia się tryb życia tryb planowania i chęci ich realizowania, z pewnością będę starał się, być bardziej dosłowny niż tylko słowny, moje próby będą opierały się na konkretnych ruchach, czasem mogą zdarzyć sie nawet nie zaplanowane, lecz na tym, twierdzę polega życie, muszę tylko określić sobie od czego chciał bym zacząć.
I tutaj mam problem, bo nie wiem, faktem jest brakuje, tej bliskości osoby drugiej, która wspiera mówi słodzi i czasem wręcz zdenerwuje :) czyli jak w moim przypadku i orientacji (kobiety) druga sprawa może realizacja materialnych zapotrzebowań lub marzeń, i beztroskiego życia (beztroskie w sensie rozrywkowy, bez planu, skomplikowanego myślenia, i tym podobnych zawirowań życiowych) lub może jeszcze parę innych drug.
W tym właśnie napotykam problem, pragnienie drugiej osoby, dotyka każdego. Każdy wie jak bardzo może brakować, miłości, ale również każdy w jakiś, na swój sposób to przeżywa i odreagowuje, na ten duchowy, i materialny sposób.
Może kiedyś dojdę do porozumienia własnych pragnień i dawania szczęścia innym, jak na razie będę próbował, starał się robić wszystko żeby być szczerym, względem siebie facetem mówić i czuć a co najważniejsze mówić co czuję, a nie starać sie omijać to bokami i podchodzić od wyrażę się nie przyzwoicie "dupy strony"
Zaczynam od powrotu dbania o Siebie, własne sprawy, i porządku wokół siebie, myślę że może i dość trudne zadania ale jak na ironie i również łatwe, a to chyba jeden z głównych powodów które muszą rozpocząć tą ścieżkę zmian zacząć od tych spraw które najwięcej potrafią w dłuższym okresie czasu zmienić podejście i wizerunek własnego spojrzenia na okolice i otaczający mnie świat, gdyż to co widzimy na co dzień, wydaje mi się że i kształci nasz wizerunek na cały dzień kiedy otworzymy oczy.
W końcu gdy otworzymy oczy i zobaczymy nie ład zmęczenie, w dodatku świadomość tego ze mogło być lepiej, mało snu, lub wiele innych spraw które po prostu podświadomie działają na naszą psychikę, która w końcu nabiera wyrazu przy pierwszym ruchu kiedy otwieramy oczy po odpoczynku po całym dniu naszych działań, więc to właśnie chce zmienić zacząć od tych rzeczy tworzących nasze podejście do reszty czasu w jakim będziemy przebywać z otwartymi oczami i przyjmować go na klatę :D
Więc życzę sobie powodzenia, jak i również myślę że to moje podejście trochę i naprowadzi innych na jakiś motyw cel i ruch. (jednak muszę brać pod uwagę to że każdy z nas jest inny, ale każdy z nas ma pewne sprawy porównywalne u każdego z którymi na co dzień się borykamy...
Pozdrawiam, zapraszam do dyskusji..
Jako że nie dawno rozpocząłem pracę, i już po krótkim czasie zmieniłem ją znowu na nową, oczywiście ze względów, dużo bardziej korzystniejszej umowy, jestem dość w trochę zakłopotanej sytuacji psychicznej.
Przynajmniej byłem, gdyż nie jest to dość miła sytuacja, kiedy trzeba powiedzieć obecnemu szefowi że niestety ale zmieniam pracę i muszę się zwolnić, ponieważ dostałem korzystniejszą umowę, chociażby dla tego że pracę miałem zaklepaną o dużo miesięcy prędzej i wyczekiwał mnie, lecz niestety. Siła umowy godzin pracy warunków jakie, gwarantuje, i oczywiście pieniędzy, musiałem zadecydować, tak jak rozum podpowiada.
Dziś już zaczynam nową pracę, nową nie wiem czy to mogę nawet tak nazwać gdyż już pracowałem tam, lecz umowa nigdy nie była tak atrakcyjna jak teraz.
Atrakcyjność umowy wzięła się z tegoż powodu, ponieważ nie ja prosiłem o tą pracę lecz praca a dosłownie były szef, zadzwonił do mnie i prosił o pomoc żebym, przyszedł do niego pracować.
Wiadomym więc że kolejność ustawiania umowy należała do mnie mogłem próbować ustawić ją i dopasowywać do możliwości jakie jest skłonny podpisać ze mną umowę, też i tym sposobem, wyciągnąłem zadowalającą mnie sytuację, a przynajmniej kompromisową.
Dlatego też jak pisałem już ostatnio o planach marzeniach, i tym podobnych rzeczach, jakoś łatwiej mi było napisać niż to wprowadzić.
Teraz mam okazję więc zaczynam zmienia się tryb życia tryb planowania i chęci ich realizowania, z pewnością będę starał się, być bardziej dosłowny niż tylko słowny, moje próby będą opierały się na konkretnych ruchach, czasem mogą zdarzyć sie nawet nie zaplanowane, lecz na tym, twierdzę polega życie, muszę tylko określić sobie od czego chciał bym zacząć.
I tutaj mam problem, bo nie wiem, faktem jest brakuje, tej bliskości osoby drugiej, która wspiera mówi słodzi i czasem wręcz zdenerwuje :) czyli jak w moim przypadku i orientacji (kobiety) druga sprawa może realizacja materialnych zapotrzebowań lub marzeń, i beztroskiego życia (beztroskie w sensie rozrywkowy, bez planu, skomplikowanego myślenia, i tym podobnych zawirowań życiowych) lub może jeszcze parę innych drug.
W tym właśnie napotykam problem, pragnienie drugiej osoby, dotyka każdego. Każdy wie jak bardzo może brakować, miłości, ale również każdy w jakiś, na swój sposób to przeżywa i odreagowuje, na ten duchowy, i materialny sposób.
Może kiedyś dojdę do porozumienia własnych pragnień i dawania szczęścia innym, jak na razie będę próbował, starał się robić wszystko żeby być szczerym, względem siebie facetem mówić i czuć a co najważniejsze mówić co czuję, a nie starać sie omijać to bokami i podchodzić od wyrażę się nie przyzwoicie "dupy strony"
Zaczynam od powrotu dbania o Siebie, własne sprawy, i porządku wokół siebie, myślę że może i dość trudne zadania ale jak na ironie i również łatwe, a to chyba jeden z głównych powodów które muszą rozpocząć tą ścieżkę zmian zacząć od tych spraw które najwięcej potrafią w dłuższym okresie czasu zmienić podejście i wizerunek własnego spojrzenia na okolice i otaczający mnie świat, gdyż to co widzimy na co dzień, wydaje mi się że i kształci nasz wizerunek na cały dzień kiedy otworzymy oczy.
W końcu gdy otworzymy oczy i zobaczymy nie ład zmęczenie, w dodatku świadomość tego ze mogło być lepiej, mało snu, lub wiele innych spraw które po prostu podświadomie działają na naszą psychikę, która w końcu nabiera wyrazu przy pierwszym ruchu kiedy otwieramy oczy po odpoczynku po całym dniu naszych działań, więc to właśnie chce zmienić zacząć od tych rzeczy tworzących nasze podejście do reszty czasu w jakim będziemy przebywać z otwartymi oczami i przyjmować go na klatę :D
Więc życzę sobie powodzenia, jak i również myślę że to moje podejście trochę i naprowadzi innych na jakiś motyw cel i ruch. (jednak muszę brać pod uwagę to że każdy z nas jest inny, ale każdy z nas ma pewne sprawy porównywalne u każdego z którymi na co dzień się borykamy...
Pozdrawiam, zapraszam do dyskusji..
niedziela, 15 kwietnia 2012
13-nastolatek, ekstremalna dorosłość- strach
Dziś nawiążę dalej do zachowania typu faceta, mojego myślenia mając 26 lat,z pewnością zawinąłem okres właśnie w tym wieku jako 13nastolatka jak i ekstremalnej dorosłości, co uważam ze wszystko z tym wiąże się strach ekstremalna dorosłość napotkała mnie wtedy kiedy pierwszy raz oświadczyłem się w tym momencie zrobiłem się, zbyt poważny, zachowywałem się jak facet mający już wszystko ułożone i dziadowałem było by co opisywać, znowu motyw 13nastolatka widocznie odezwał sie w tym momencie kiedy mam plany, kierunki w których chciał bym podążyć lecz strach i obawa przed porażką lub pewną częściową porażką związaną choć z jednym z tych planów które mam określone w sobie, jest to dość skomplikowane ale zastanawiam się nad tym czy nie powinno się być szczerym i nie starać sobie ułatwiać tej drogi czyli jeśli jakiś wytyczony punkt mamy przed sobą i można spróbować go osiągnąć, muszę działać i dążyć, jeśli nawinie sie porażka będzie czas na rachunek z tego i dalszy ciąg planowania i życia dalej kiedy znowu zaczynam coś robić w tym kierunku i w czasie niego wychodzę z nie dokończonym zdaniem, czyli rezygnuję w połowie i czekam znowu na okazję zaczyna się moim zdaniem ten etap 13nastolatka gdyż nie chce, doznać porażki, i nie chcę znowu myśleć nad inną opcją chce zostawić to i że nazwę to tak brzydko "wygrać" po swojej myśli, co dochodzi czasem do mnie, że nie da się tak, a gdy te, tak zwane błędne koło owija się wokół mnie po prostu przedłużam czas w którym mógł bym przeznaczyć na dalszą rozgrywkę życia, nie można pozostawiać czasu na rozwiązywanie problemów tylko i wyłącznie dla tykającej wskazówki zegara, ona ma (taki moim zdaniem) tykać po to żeby nas popędzać do działania i starania się do wykonania jak największej ilości planów i planowania w razie porażki, i jeśli chodzi o ten strach, myślę że właśnie on wygrywa to najgorszy przyjaciel człowieka strach przed którym nie możemy okazać się silniejszym, lub okazać mu skruchy lecz bojaźń i ucieczka od niego tylko to pozostaje najczęściej, przy człowieku.
Źle źle i jeszcze raz źle, dlatego też myślę że muszę w końcu postawić sobie parę spraw jasno, postawić go na jak najbliższym tyknięciu wskazówki zegara i zobaczyć co przyniesie kolejny jego ruch. To jak nie kończąca sie bomba z zapłonem ustalonym na pewien okres czasu w którym przesunie się jedno tyknięcie za daleko, ale w końcu to normalna rzecz, każdego dotyka podmuch zimnego wiatru w którym zgasi tą świeczkę, z której pozyskujemy promień miłości życia, szacunku, i mądrości.
Czy życie Stwarzane przez nas i ustanawianie najprostszych drug jest najlepszym jakim mogli byśmy uzyskać??
Nie, a dlaczego ?? ponieważ gdy tylko prostujemy sobie drogę nie stwarzamy momentów w których możemy być szczęśliwi lub źli, jak i załamani, to właśnie te kwestie życia, normują w nas ten najważniejszy punkt, a mianowicie punkt miłości i chęci życia dla choćby jednej chwili, dla której uznajemy że warto było żyć, co tu dużo mówić.
Jeśli nie pokonamy strachu, wiary w różnego rodzaju zabobony i nie określimy sobie punktów do któych będziemy dążyć jak najprędzej i stwarzać ich coraz więcej, nie doznamy tego najważniejszego.
Tak szczerzę, teraz naszła mnie myśl że to wszystko co opisałem można by porównać z drogą życia Jezusa który właśnie nie wybierał tej prostej drogi lecz tą krętą z wiatrem sypiącym piach w oczy w jego kierunku, i może i piszą że on sam wiedział wszystko co go czeka lecz ta droga była dla niego napisana przez pana w którego wierzył i ufał jako Jego Ojcu, lecz to uważam nie było całkiem tak ze widział wszystko, tylko sam kierował sobą bo wiedział po prostu, którędy jest droga do miłości, miłosierdzia i sprawiedliwości wobec Siebie jak i innych, tak też ja chciał bym postąpić, na pewno nie jest mi dane być kapłanem :) ale drogi moga być różne, a tylko od nas zależy jak chcemy żeby je przeżyć :) czy z łzami smutki i radości czy tylko z wiecznym brakiem jakichkolwiek doznań, wywołujących w nas emocje.
Jest to ciężkie do pojęcia ale i jest to coś wspaniałego do próbowania zrozumienia.
Oj może zakończę ten wpis dzisiaj bo jeszcze parę spraw zostało do załatwienia, a mógł bym sie rozpisywać i rozpisywać na ten temat ponieważ mam wiele do powiedzenia...
Pozdrawiam wszystkich czytelników i zapraszam do dyskusji, o waszym pojęciu i uwagach jak widzicie drogę do szczęścia i miłości.
Źle źle i jeszcze raz źle, dlatego też myślę że muszę w końcu postawić sobie parę spraw jasno, postawić go na jak najbliższym tyknięciu wskazówki zegara i zobaczyć co przyniesie kolejny jego ruch. To jak nie kończąca sie bomba z zapłonem ustalonym na pewien okres czasu w którym przesunie się jedno tyknięcie za daleko, ale w końcu to normalna rzecz, każdego dotyka podmuch zimnego wiatru w którym zgasi tą świeczkę, z której pozyskujemy promień miłości życia, szacunku, i mądrości.
Czy życie Stwarzane przez nas i ustanawianie najprostszych drug jest najlepszym jakim mogli byśmy uzyskać??
Nie, a dlaczego ?? ponieważ gdy tylko prostujemy sobie drogę nie stwarzamy momentów w których możemy być szczęśliwi lub źli, jak i załamani, to właśnie te kwestie życia, normują w nas ten najważniejszy punkt, a mianowicie punkt miłości i chęci życia dla choćby jednej chwili, dla której uznajemy że warto było żyć, co tu dużo mówić.
Jeśli nie pokonamy strachu, wiary w różnego rodzaju zabobony i nie określimy sobie punktów do któych będziemy dążyć jak najprędzej i stwarzać ich coraz więcej, nie doznamy tego najważniejszego.
Tak szczerzę, teraz naszła mnie myśl że to wszystko co opisałem można by porównać z drogą życia Jezusa który właśnie nie wybierał tej prostej drogi lecz tą krętą z wiatrem sypiącym piach w oczy w jego kierunku, i może i piszą że on sam wiedział wszystko co go czeka lecz ta droga była dla niego napisana przez pana w którego wierzył i ufał jako Jego Ojcu, lecz to uważam nie było całkiem tak ze widział wszystko, tylko sam kierował sobą bo wiedział po prostu, którędy jest droga do miłości, miłosierdzia i sprawiedliwości wobec Siebie jak i innych, tak też ja chciał bym postąpić, na pewno nie jest mi dane być kapłanem :) ale drogi moga być różne, a tylko od nas zależy jak chcemy żeby je przeżyć :) czy z łzami smutki i radości czy tylko z wiecznym brakiem jakichkolwiek doznań, wywołujących w nas emocje.
Jest to ciężkie do pojęcia ale i jest to coś wspaniałego do próbowania zrozumienia.
Oj może zakończę ten wpis dzisiaj bo jeszcze parę spraw zostało do załatwienia, a mógł bym sie rozpisywać i rozpisywać na ten temat ponieważ mam wiele do powiedzenia...
Pozdrawiam wszystkich czytelników i zapraszam do dyskusji, o waszym pojęciu i uwagach jak widzicie drogę do szczęścia i miłości.
sobota, 7 kwietnia 2012
Ekscesy
Czasami ekscesy życiowe, i nasze działania są chyba wielkimi problemami bo wiemy co chcemy a robimy centralnie przeciwnie własnym przekonaniom, i różnym typom ruchu jakie nas kieruje serce jak i rozum, i jak tu się kierować swoim uczuciom, kiedy po prostu nie możemy bo nie wiemy co może się stać ale też, jest mała świadomość że może wszystko zniszczyć jakikolwiek ruch i wtedy zostajemy przy przeciwieństwach naszych zamiarów, to jest największy problem jaki chodzi mi od paru miesięcy po głowie, co robić, jak działać, czasem czuje choćbym poszedł na ryby zarzucił wędkę i szukał szczęścia, łapiąc go z zaplątaną żyłką, o i to chyba dobre porównanie bo zatrzymuje się na tym suple który nie pozwala się dać pokonać.
Dziś chyba piszę trochę bardziej psychologicznie, ale myślę że muszę trochę wyrzucić moich jako taki, przemyśleń filozoficznych, i tym podobnych przemyśleń, bo gdybym tego nie zrobił z pewnością zapanowało by to w całości moją głowę, jak i życie, a w ten sposób jakoś normuję moje przemyślenia i nie daję się im opanować choć, chciał bym, znaleźć rozwiązanie, na ten niesamowity problem jaki trapi moją głowę, jedyne co mogę powiedzieć pewne kroki już zostały zrobione w którym sobie powiedziałem że praca zarobek i tym podobne kiedy będą dojdę do dalszych działań, a jednak nadal mam znak stop przed myślami i działaniem, nadal, jest we mnie coś co nie pozwala na ruchy do przodu choć wcale mi się to nie podoba, ale też nie chcę pozwolić na jakąkolwiek stratę, bo uważam że to może być to co szukam, a plan, hm,.. właśnie czy w ogóle jest potrzebny plan czy wystarczy czas i jego skutki które jak wiadomo potrafią działać i czynić różne rzeczy, tylko znowu powstaje problem czasem ten czas nie działa sam musimy poczynić ruchy, i znowu wracam do tego problemu jaki we mnie jest.... Kurczę nie wiem jak tu racjonalnie podejść do tego jak to wszystko widzieć, działać, planować, no dosłownie nie wiem.
Co jedyne nachodzi mi na myśl Miłość jest czymś skomplikowanym czym nie możemy ruszać zbyt mocno ale też nie możemy reagować na nią bez przemyślenia, trzeba znać, a co ważne i najważniejsze znać SIEBIE nikogo więcej, bez tego nie zdołamy pokonać reszty uczuć,
A kiedy tylko coś chcemy musimy nie błagać o to żeby to było nasze ale byle było wybrane tak jak najlepiej pasuje dla każdego z nas, nie możemy powiedzieć tak tego chcemy i to musimy mieć, ale musimy powiedzieć tak chcemy ale niech to będzie i stanie się tak żeby było jak najlepiej dla każdego, niech plany ułożą się dosłownie i racjonalnie do postaw każdego z nas... co tu dużo mówić czas, życie, miłość , szacunek, zrozumienie, i wiele innych podstawowych naszych życiowych słów na które się napotykamy, Trzeba je uszanować i zrozumieć.
Ważne jedno otwórz oczy zobacz co się dzieje wokół nie patrz za daleko bo wiele rzeczy jest bardzo blisko, tylko wyciągnijmy rękę a dotkniemy to tego chcemy.
Dzisiaj z pewnością nie miło się czytało ten wpis, lecz jak wspominałem filozofia moja i pisanie prosto z języka wytwarza we mnie takie zagubienie i nie trzymanie się całości lecz myślę że coś przekazu wstawiłem choćby dla siebie tutaj, i wypisałem jedne z najważniejszych spraw jakie dręczą od kilku miesięcy ..
Pozdrawiam wszystkich czytelników..
Dziś chyba piszę trochę bardziej psychologicznie, ale myślę że muszę trochę wyrzucić moich jako taki, przemyśleń filozoficznych, i tym podobnych przemyśleń, bo gdybym tego nie zrobił z pewnością zapanowało by to w całości moją głowę, jak i życie, a w ten sposób jakoś normuję moje przemyślenia i nie daję się im opanować choć, chciał bym, znaleźć rozwiązanie, na ten niesamowity problem jaki trapi moją głowę, jedyne co mogę powiedzieć pewne kroki już zostały zrobione w którym sobie powiedziałem że praca zarobek i tym podobne kiedy będą dojdę do dalszych działań, a jednak nadal mam znak stop przed myślami i działaniem, nadal, jest we mnie coś co nie pozwala na ruchy do przodu choć wcale mi się to nie podoba, ale też nie chcę pozwolić na jakąkolwiek stratę, bo uważam że to może być to co szukam, a plan, hm,.. właśnie czy w ogóle jest potrzebny plan czy wystarczy czas i jego skutki które jak wiadomo potrafią działać i czynić różne rzeczy, tylko znowu powstaje problem czasem ten czas nie działa sam musimy poczynić ruchy, i znowu wracam do tego problemu jaki we mnie jest.... Kurczę nie wiem jak tu racjonalnie podejść do tego jak to wszystko widzieć, działać, planować, no dosłownie nie wiem.
Co jedyne nachodzi mi na myśl Miłość jest czymś skomplikowanym czym nie możemy ruszać zbyt mocno ale też nie możemy reagować na nią bez przemyślenia, trzeba znać, a co ważne i najważniejsze znać SIEBIE nikogo więcej, bez tego nie zdołamy pokonać reszty uczuć,
A kiedy tylko coś chcemy musimy nie błagać o to żeby to było nasze ale byle było wybrane tak jak najlepiej pasuje dla każdego z nas, nie możemy powiedzieć tak tego chcemy i to musimy mieć, ale musimy powiedzieć tak chcemy ale niech to będzie i stanie się tak żeby było jak najlepiej dla każdego, niech plany ułożą się dosłownie i racjonalnie do postaw każdego z nas... co tu dużo mówić czas, życie, miłość , szacunek, zrozumienie, i wiele innych podstawowych naszych życiowych słów na które się napotykamy, Trzeba je uszanować i zrozumieć.
Ważne jedno otwórz oczy zobacz co się dzieje wokół nie patrz za daleko bo wiele rzeczy jest bardzo blisko, tylko wyciągnijmy rękę a dotkniemy to tego chcemy.
Dzisiaj z pewnością nie miło się czytało ten wpis, lecz jak wspominałem filozofia moja i pisanie prosto z języka wytwarza we mnie takie zagubienie i nie trzymanie się całości lecz myślę że coś przekazu wstawiłem choćby dla siebie tutaj, i wypisałem jedne z najważniejszych spraw jakie dręczą od kilku miesięcy ..
Pozdrawiam wszystkich czytelników..
czwartek, 22 marca 2012
Przewlekła Radość...
No tak Przewlekła, czasem dobrze czasem źle, ale jak to juz u każdego bywa nie ma, wiecznie życia z uśmiechem na twarzy i tak też nie ma w moim życiu, myślę że to prawidłowo, bo co by było gdyby tylko kolory były żywe, fantastyczne, olśniewające promieniami słońca nasze twarze - myślę ze żadne bo nie musieli byśmy nad niczym myśleć, przemyśleć różnych spraw, główkować, próbować rozwikłać życiowe zagadki, to jest cały sens istnienia starać się, coraz bardziej ulepszać życie, i wszystko co w około niego, "nie ma słodyczy bez, ciężkiej pracy"
Wracając do Siebie...
Zacznę może nie po kolei, gdyż dziś zacząłem pracę, tak znalazłem miłą fajna pracę, ogrodnicze, różnego rodzaju czynności z tym związane, było nie źle działo się dużo i mało, to jest coś co potrzeba każdemu :)
A wracając do reszty chyba w końcu od warzyłem się do paru spraw, z którymi mam dość poważny, problem jak co i w ogóle zrobić.
Jak to się już mówi "kiedy słońce zaświeci rozwiązań wiele, kiedy jest ich zbyt dużo, zostajemy przy monotonii " tak tak myślę bo wtedy nie wiemy co najlepiej by było nie wiemy co powiedzieć " jak uderzyć " do słownie nie wiemy jak poradzić sobie z czymś w czym mamy serce otwarte a buzie zamkniętą.. Lecz myślę że i czas czasem pokarze skrócony plan rozwiązań ułoży życie pod nas rozwiąże sam wiele problemów.
Ale czasem nawet w to wątpię, dlaczego?? A no dlatego gdyż czasem kiedy pojawia się okno w którym widzi się rozwiązanie i dążymy do otwarcia tegoż okna, podchodzimy zbyt szybko i zbyt spontanicznie, lub po prostu nie trafiamy w moment przełomowy i cofamy się w dalszy monotonny sposób ciągnięcia naszych myśli, i tak chyba ja mam, prawie z każdym problemem, tylko ze czasem uciekam od niego sam kiedy widzę choć cień porażki po prostu wolę się usunąć i czekać na dogodniejszy moment, ale i też czasem podchodzi mi myśl, czy tak czasem tu nie chodzi o kwestie ryzyka, spróbowania...
Może i tak, może i o to chodzi, ale myśląc głębiej możemy sprawić sobie wiele kłopotów, i to nie dosłownie mówiąc sobie ale, swojemu otoczeniu, ponieważ możemy zrobić coś co uważamy za słuszne, a tak naprawdę zrobimy coś co poniesie za sobą większe konsekwencje niż nam się może nam się wydawać.
No nic takie moje po części, przemyślenia, wyrażone może trochę bardziej metaforami niż konkretem.
Lecz może lepiej nie wyrażać swojego problemu w konkretach gdyż blog jest publiczny i może być ktoś kto to przeczyta lepiej niech po prostu wstawia swój problem w to co piszę, a i może lepiej odbierze to co ja po prostu myślę a z czym nie potrafię sobie dać rady i znajdzie drogę wyjścia lub tą uliczkę w którą powinno się najwłaściwiej wybrać...
Skończę na dziś już skrobać ten wpis bo chyba kończy mi się wena, choć myśli głowa pełna, więc i bedę starał się poruszać ten temat nadal, w dalszych częściach wpisu
Pozdrawiam Wszystkich czytających którzy dotrwali do końca
Jeśli wpis się spodobał proszę o uznanie i podzielenie się z innymi..
Wracając do Siebie...
Zacznę może nie po kolei, gdyż dziś zacząłem pracę, tak znalazłem miłą fajna pracę, ogrodnicze, różnego rodzaju czynności z tym związane, było nie źle działo się dużo i mało, to jest coś co potrzeba każdemu :)
A wracając do reszty chyba w końcu od warzyłem się do paru spraw, z którymi mam dość poważny, problem jak co i w ogóle zrobić.
Jak to się już mówi "kiedy słońce zaświeci rozwiązań wiele, kiedy jest ich zbyt dużo, zostajemy przy monotonii " tak tak myślę bo wtedy nie wiemy co najlepiej by było nie wiemy co powiedzieć " jak uderzyć " do słownie nie wiemy jak poradzić sobie z czymś w czym mamy serce otwarte a buzie zamkniętą.. Lecz myślę że i czas czasem pokarze skrócony plan rozwiązań ułoży życie pod nas rozwiąże sam wiele problemów.
Ale czasem nawet w to wątpię, dlaczego?? A no dlatego gdyż czasem kiedy pojawia się okno w którym widzi się rozwiązanie i dążymy do otwarcia tegoż okna, podchodzimy zbyt szybko i zbyt spontanicznie, lub po prostu nie trafiamy w moment przełomowy i cofamy się w dalszy monotonny sposób ciągnięcia naszych myśli, i tak chyba ja mam, prawie z każdym problemem, tylko ze czasem uciekam od niego sam kiedy widzę choć cień porażki po prostu wolę się usunąć i czekać na dogodniejszy moment, ale i też czasem podchodzi mi myśl, czy tak czasem tu nie chodzi o kwestie ryzyka, spróbowania...
Może i tak, może i o to chodzi, ale myśląc głębiej możemy sprawić sobie wiele kłopotów, i to nie dosłownie mówiąc sobie ale, swojemu otoczeniu, ponieważ możemy zrobić coś co uważamy za słuszne, a tak naprawdę zrobimy coś co poniesie za sobą większe konsekwencje niż nam się może nam się wydawać.
No nic takie moje po części, przemyślenia, wyrażone może trochę bardziej metaforami niż konkretem.
Lecz może lepiej nie wyrażać swojego problemu w konkretach gdyż blog jest publiczny i może być ktoś kto to przeczyta lepiej niech po prostu wstawia swój problem w to co piszę, a i może lepiej odbierze to co ja po prostu myślę a z czym nie potrafię sobie dać rady i znajdzie drogę wyjścia lub tą uliczkę w którą powinno się najwłaściwiej wybrać...
Skończę na dziś już skrobać ten wpis bo chyba kończy mi się wena, choć myśli głowa pełna, więc i bedę starał się poruszać ten temat nadal, w dalszych częściach wpisu
Pozdrawiam Wszystkich czytających którzy dotrwali do końca
Jeśli wpis się spodobał proszę o uznanie i podzielenie się z innymi..
sobota, 25 lutego 2012
Co myśleć ?? Kobieta- mężczyzna, a przyjaźń ??
Przyjaźń hmm a konkretnie między kobietą, a mężczyzną...
Spróbuję sobie odpowiedzieć na to pytanie, jeśli opierać się naukowo nad tym pytaniem jak i również stwierdzeniem, można by powiedzieć że istnieje do pewnego momentu w którym dwoje ludzi nie polubi siebie zbyt bardzo, więc jak tu można mówić o przyjaźni jako tako, możliwe że występuje u osób które już maja po układane od deski do deski w życiu, ale na pewno nie u osób które nadal szukają drogi :) do szczęścia, więc można by prosto odpowiedzieć na to pytanie sobie, że istnieje przyjaźń ale tylko przez krótką chwilę... więc może na razie tą rozkminkę i dalszy rozwój pozostawię na kiedy indziej,
A teraz do konkretów...
Mam już duży odstęp od ostatniego wpisu były one dość mocno wpisywane pod presją uczuć dziś już wiem ze te uczucia już zgasły wiec i piszę na spokojnie duchowo :) i niech tak pozostanie.
A więc co tu napisać no ogólnie to nadal siedzę w domu czekam na rozpoczęcie sezonu pracy.
A to już nie długo, jak się cieszę :)
Czy ten czas dobrze spożytkowałem myślę że jeszcze przyjdzie oceniać i robić podsumowanie, teraz sobie zostawię spokój i popiszę i pożyję wolnym, spokojnym, zostało u mnie wiele rzeczy do dopracowania :) jak sam mindset czyli planowanie i układanie wszystkiego tak żeby nie psuć umysłu w nie potrzebnych sytuacjach :)
Dobrze skończę na dzisiaj bo i dzisiaj nie mam dużej weny na pisanie choć palce proszą się o więcej to jednak głowa mówi nom już nic nie wymyślę na dzisiaj :)
Pozdrawiam czytelników myślę że ktoś mógł by coś napisać co sądzi o przyjaźni :)
niedziela, 15 stycznia 2012
Dopasowanie się
Do tego Obrazka chciałbym dzisiaj nawiązać, temat dzisiejszego wpisu i w sumie zapewnić ciągłość kolejnego (chyba).
A więc może wstęp ujmę tak..
Każdy z nas, chce należeć do grupy społeczności która wydaje się być tą odpowiednią, najczęściej takie stereotypy, są wymieniane materialne. Te które pokazują nam władzę, sztuczną najczęściej tolerancje innych, ale to chyba nie tak.
Mamy w sobie coś właśnie w sobie takiego co tworzy nas oryginalnym, takim jak np na tym obrazku wyróżniający się człowiek, ale spojrzałem na niego trochę inaczej ponieważ uważam że wszyscy, są po prostu tacy jak reszta nie ma wyróżnień tylko ukrywamy się, niszczymy swoje marzenia, lub jakieś uczucia których się wstydzimy, bo po prostu nie pasują do otoczenia, kurcze jak tak może w ogóle może być, czemu jesteśmy tak mocno zakorzenieni w tym że nie wypada być SOBĄ, dlaczego osoba która decyduje się być tym kim pragnie robić tak jak uważa za słuszne, lub być np bardziej czułym, niż inni i z takich powodów zostaje nazwany przez resztę "dziwakiem" .
Nie jednego człowieka takie coś spotkało, stara się dopasować nawet do czegoś co nie odczuwa ze to robi bo np.: Kocha kogoś i widzi że nie odpowiadają tej osobie pewne jego cechy i zaczyna zmieniać się nawet, często nie świadomie, ale taki wpływ wywiera na nas właśnie chęć zdobycia czegoś dopasowania się itp.
Nie można tak kurcze przecież, każde niby dziwne nasze jakieś zachcianki, pomysły to coś naszego oryginalnego. Sam po sobie też to odczułem, że chcąc się dopasować, lub po prostu być zauważalnym, robi się całkiem innym, gubimy się w tym i w dodatku niszczymy wszystko, bo po pierwsze nie wiemy jak się zachowywać w ciągłości zdarzeń, wchodzimy w kłamstewka, później kłamstwa, zaczynamy niszczyć wszystko po kolei, ile trzeba przeżyć żeby takie coś odkryć w sobie, sam np: bym nie zauważył tego gdyby nie różne wydarzenia w życiu, które też jako tako stworzyły mnie dość bardziej uczuciowy, wrażliwy przynajmniej tak mi się zdaje, z pewnością gdyby nie teraz ten wpis napisał bym (heh dziwne co ??) ale nie w tym rzecz bo właśnie jest się sobą.
Nie jest to łatwe, a wręcz jest to Trudne być Sobą, bo zawsze układamy plan żeby dotrzeć np.: do miłości drugiej osoby, planujemy, jak się odezwać, w jakim momencie, czy to będzie dobre, i najczęściej kierujemy się biegiem wydarzeń,
Co ostatnio wyczytałem to to że właśnie nasz mózg niszczy naszą kreatywność kiedy zapamiętujemy przykre zdarzenia, i przychodzi czas w którym znowu wchodzimy w podobny moment i otwiera nam się obawa do tego żeby nie popełnić znowu tego samego błędu, nasza kreatywność właśnie w tym momencie wypada, i włącza się (nazwał bym to systemem obronnym) taki odruch w którym analizujemy wtedy robiliśmy tak było ok ale coś się zepsuło więc nie możemy tego zrobić zróbmy tak jak komuś wyszło, lub właśnie zbyt dużo szukamy okazji żeby dotrzeć do celu, szukamy najprostszej drogi, można by powiedzieć właśnie przecież wtedy myślimy, ale moje zdanie jest takie ze nie właśnie wtedy się blokujemy popadamy np w jakąś mini depresje boimy się np.: bólu. I to jest to bo właśnie mózg Tworzy nam te blokady, a naszym zadaniem jest je odczytać i powstrzymać, nie jest to łatwe, ale wydaje mi się że kiedy raz już to pokona się, to później już nie będzie już problemu z tym żeby uczyć się na błędach ale nie tracić ujmę drastycznie Swojej tożsamości.
Moje wnioski takie.
Trzeba złe wspomnienia oddzielić wielką krechą, zatrzymać je dla siebie ale być Sobą i dążyć do swoich marzeń, chęci robienia tego co wydaje nam się że lubimy, i tak jak chcemy :D
Jeśli zdania nie kleją się lub są nie zrozumiałe nie miejcie mi tego za złe po prostu piszę, jak pomyślę, a i problem mam z układaniem zdań, wydaje mi się że z biegiem czasu i dalszego pisania poradzę sobie z Tym problemem.
Zapraszam do polubienia Blogu jeśli się podoba :D
A więc może wstęp ujmę tak..
Każdy z nas, chce należeć do grupy społeczności która wydaje się być tą odpowiednią, najczęściej takie stereotypy, są wymieniane materialne. Te które pokazują nam władzę, sztuczną najczęściej tolerancje innych, ale to chyba nie tak.
Mamy w sobie coś właśnie w sobie takiego co tworzy nas oryginalnym, takim jak np na tym obrazku wyróżniający się człowiek, ale spojrzałem na niego trochę inaczej ponieważ uważam że wszyscy, są po prostu tacy jak reszta nie ma wyróżnień tylko ukrywamy się, niszczymy swoje marzenia, lub jakieś uczucia których się wstydzimy, bo po prostu nie pasują do otoczenia, kurcze jak tak może w ogóle może być, czemu jesteśmy tak mocno zakorzenieni w tym że nie wypada być SOBĄ, dlaczego osoba która decyduje się być tym kim pragnie robić tak jak uważa za słuszne, lub być np bardziej czułym, niż inni i z takich powodów zostaje nazwany przez resztę "dziwakiem" .
Nie jednego człowieka takie coś spotkało, stara się dopasować nawet do czegoś co nie odczuwa ze to robi bo np.: Kocha kogoś i widzi że nie odpowiadają tej osobie pewne jego cechy i zaczyna zmieniać się nawet, często nie świadomie, ale taki wpływ wywiera na nas właśnie chęć zdobycia czegoś dopasowania się itp.
Nie można tak kurcze przecież, każde niby dziwne nasze jakieś zachcianki, pomysły to coś naszego oryginalnego. Sam po sobie też to odczułem, że chcąc się dopasować, lub po prostu być zauważalnym, robi się całkiem innym, gubimy się w tym i w dodatku niszczymy wszystko, bo po pierwsze nie wiemy jak się zachowywać w ciągłości zdarzeń, wchodzimy w kłamstewka, później kłamstwa, zaczynamy niszczyć wszystko po kolei, ile trzeba przeżyć żeby takie coś odkryć w sobie, sam np: bym nie zauważył tego gdyby nie różne wydarzenia w życiu, które też jako tako stworzyły mnie dość bardziej uczuciowy, wrażliwy przynajmniej tak mi się zdaje, z pewnością gdyby nie teraz ten wpis napisał bym (heh dziwne co ??) ale nie w tym rzecz bo właśnie jest się sobą.
Nie jest to łatwe, a wręcz jest to Trudne być Sobą, bo zawsze układamy plan żeby dotrzeć np.: do miłości drugiej osoby, planujemy, jak się odezwać, w jakim momencie, czy to będzie dobre, i najczęściej kierujemy się biegiem wydarzeń,
Co ostatnio wyczytałem to to że właśnie nasz mózg niszczy naszą kreatywność kiedy zapamiętujemy przykre zdarzenia, i przychodzi czas w którym znowu wchodzimy w podobny moment i otwiera nam się obawa do tego żeby nie popełnić znowu tego samego błędu, nasza kreatywność właśnie w tym momencie wypada, i włącza się (nazwał bym to systemem obronnym) taki odruch w którym analizujemy wtedy robiliśmy tak było ok ale coś się zepsuło więc nie możemy tego zrobić zróbmy tak jak komuś wyszło, lub właśnie zbyt dużo szukamy okazji żeby dotrzeć do celu, szukamy najprostszej drogi, można by powiedzieć właśnie przecież wtedy myślimy, ale moje zdanie jest takie ze nie właśnie wtedy się blokujemy popadamy np w jakąś mini depresje boimy się np.: bólu. I to jest to bo właśnie mózg Tworzy nam te blokady, a naszym zadaniem jest je odczytać i powstrzymać, nie jest to łatwe, ale wydaje mi się że kiedy raz już to pokona się, to później już nie będzie już problemu z tym żeby uczyć się na błędach ale nie tracić ujmę drastycznie Swojej tożsamości.
Moje wnioski takie.
Trzeba złe wspomnienia oddzielić wielką krechą, zatrzymać je dla siebie ale być Sobą i dążyć do swoich marzeń, chęci robienia tego co wydaje nam się że lubimy, i tak jak chcemy :D
Jeśli zdania nie kleją się lub są nie zrozumiałe nie miejcie mi tego za złe po prostu piszę, jak pomyślę, a i problem mam z układaniem zdań, wydaje mi się że z biegiem czasu i dalszego pisania poradzę sobie z Tym problemem.
Zapraszam do polubienia Blogu jeśli się podoba :D
czwartek, 12 stycznia 2012
Być Kimś , Być sobą
No tak znowu nie odzywałem się długi czas, wiele się zdarzyło wiele myśli przeskoczyło wiele może i też chciało się przemilczeć jak i przeskoczyć myśli pragnień, udoskonaleń.
Nawet nie spojrzałem kiedy ostatni post był napisany, więc nie mam pojęcia od kąt zacząć, ale zacznę może od znowu dziwnej historii.
25grudnia wybrałem się do nowo otwartego klubu z koleżanką którą dopiero co poznałem, chciałem poznać Ją, kim jest wyczytać wszystko z niej, (dziwnie to brzmi) ale chodzi o szukanie doskonałości w kimś, bo chyba każdy tego szuka coś co poruszy go do do następnego kroku, coś co oświeci umysł, zadrży naszym brzuchem, ciałem, i zadrwi z naszych dotychczasowych planów.
I ja wciąż tego szukam wciąż myślę co każdy kolejny dzień podsunie do głowy, jaki ruch postanowi zmienić lub zadrwić z naszej obecności i planów, marzeń.
Słowo zadrwić, jak dla mnie nie oznacza to tylko coś złego, bo czasem z (czegoś) właśnie, dla naszego umysłu, uczucia, może się wydawać złe lub może i być złe, tylko rzadko kiedy bierzemy poprawkę na to, że widocznie po coś to jest, żeby było jeszcze lepiej.
Przed wejściem do klubu z znajomą, spędziliśmy czas w barze, było to nudne.... ciągle komórka, pstrykanie na jej klawiaturze, i te jej przekleństwa z byle kąt, kurcze jakie to dla mnie było dziwne.
Postanowiliśmy właśnie wybrać się do klubu. Ja heh ja do klubu no tak zdarza się i poszedłem, i co mnie na wstępie przy wysiadce spotkało.... Pytanie od niej, brzmiało tak : I jak wrażenia z spotkania?
Przez chwilę się zastanowiłem kurcze co mam powiedzieć przecież nie chcę urazić, a z drugiej strony pomyślałem kurczę nie będziesz szczery, będziesz kłamcą, a z małego dochodzi do coraz większego.
Więc odpowiedziałem średnio
Ona na to Ooo kurczę już użyję sformułowania cenzurowanego.
I zapytała: Dlaczego??
Odpowiedziałem o tych wszystkich minusach które zauważyłem, opowiedziałem też o tym co ok, lecz wiedziałem że na pewno to będzie coś co było pierwsze i ostatnie....
Więc po wyjaśnieniu sobie tych spraw zachodzę pod drzwi wejściowe do klubu z nią, płacimy wstęp wchodzimy i za bramką na chwilę stajemy, wtedy mówi : Idę siusiu poczekaj tutaj.
Poczekałem stojąc w tym przejściu nagle z tłumu wyłania się osoba osoba która bardzo dobrze znam Siostra byłej narzeczonej, uśmiechnąłem się i powiedziałem cześć, żeby było mało boom za nią nagle pojawia się Ona więc też powiedziałem Cześć. Obydwie odpowiedziały. no i żeby się nie zagłębiać w tym wszystkim
idziemy na imprezę stoję z boku i obserwuję, jak ludzie się bawią, czasem z znajomą wymienię parę słówek no ale co to jest nic. I poszła gdzieś podobno do ubikacji, mniejsza o to, nagle ktoś mnie połaskotał heh nie wiedziałem co się dzieje, ale bez żadnych nerwów obróciłem się, zobaczyłem, Koleżanka o której też dużo już pisałem podoba mi się, normalne każda ładna Kobieta spodoba się facetowi. Przejdźmy dalej.
Oczywiście później poszalałem trochę na parkiecie, kiedy zszedłem z niego stanąłem znowuż w tym samym miejscu i obracam sie w lewo patrzę idzie siostra Justyny byłej narzeczonej. I zadaje pytanie Co tam? odpowiedziałem że ok i tym podobne po tym, zadaje pytanie kobieta i brzmi tak I co z Justyną nie chciało się bawić i jeździć na dyskoteki? Moja odpowiedź zabrzmiała: zrobiłem błąd Później jeszcze po rozmawialiśmy i olałem cały system.
Po całym zdarzeniu jakoś wszystko spokojnie z głowy wypadło, zajechałem do domu i po bodajże 3 dniach pojechałem odwiedzić Babcię z siostrą.
W czasie powrotu nagle za kierownicą poczułem, bardzo dziwne uczucie, takie jak by ktoś dotykał głowy i mówił mówię o tobie, myślę. Cholernie dziwne uczucie. Co do tego doszło, to to że nawet czułem co to za osoba Była to Justyna, i myślałem tylko o tym o co chodzi i też pojawiała się bardzo mocna Ciekawość czy to prawda, miałem nawet ochotę napisać, miałem ochotę zrobić coś co dało by mi odpowiedź czy to prawda, przyszła godzina 2 w nocy i nagle zmieniłem na gg Opis, brzmiał on tak. Czy ktoś ma ochotę na ptasie mleczko??
W ten czas nagle GG Justyny pojawia się na widoku i znika, Spoglądnąłem na opis: Zabrzmiał tak : Ja mam ochotę:P
I boom nie wytrzymałem po półtora godziny napisałem choć nie chciała żebyśmy pisali jednak musiałem i zapytałem czy ten opis do mnie i czy pomyślała coś o mnie.
Odpisała dopiero około 11 rano że do mnie a czy pomyślała tak wspomniała kto był w klubie.
Nie rozpisujmy już też tego bo to chore, nie rozumie tego biegu zdarzeń do teraz ono trwa z wymianą opisów, przynajmniej tak mi się zdaje albo to są moje tylko znowu zaświrowania, KURDE.....
Ale dochodząc do puenty ( a czy jest tu w ogóle taka ??) chyba nie
I nie wiem ale mogę powiedzieć parę słów co mam z tym zrobić skoro wiem że nie jest dobrze, co pozostaje prócz kłamstwa, nawet samego siebie bo wiadomym jest że nie zna się przyszłości a żeby nie Cierpieć nie czuć nie można z tym żyć.Ale wierzę głęboko że jest ktoś blisko gdzieś kogo każdego z nas może pocałować, przytulić, wesprzeć, zrozumieć, wybaczy błędy, zaczeka na nas, i pokocha, przecież nie zawsze wszystko będzie dobrze. Jedno wiem na pewno nikt z nas nigdy nie jest SAM
I chciał bym każdemu kto ma jakieś dziwne rozterki spotkał się choćby z takim dialogiem
-Nie wierzyłem że przyjdziesz
-Ja też nie, Cieszę się że jestem
I co mogę powiedzieć za małego zawsze chcemy być kimś kogo mamy za przykład, kiedy dorastamy wydaje mi się że zawsze chcemy być inni, ale najważniejszym jest być sobą!!! A kiedy nie wiemy co to znaczy być sobą zastanówmy się kim byliśmy!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

